XF650 Freewind forum
Sierpień 20, 2017, 15:20:37 pm *
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Aktualności:
 
   Strona główna   Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja  
Strony: 1 [2] 3
  Drukuj  
Autor Wątek: "PLR - POLSKA RAZEM – HONDA TRANSALP i SUZUKI FREEWIND"  (Przeczytany 6788 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
JEMI
Hero Member
*****
Offline Offline

Wiadomości: 969



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #15 : Październik 21, 2015, 22:01:54 pm »

bardzo ciekawa podroz i opisy
czytam codziennie z zaciekawieniem
nieprzejmuj sie marudzeniem tomridera
Zapisane

NIE PUSZCZONE BAKI UNOSZA SIE DO MOZGU STAD BIORA SIE POSRANE POMYSLY



gg 11867310 mjemiola@op.pl
iwan00
Sr. Member
****
Offline Offline

Wiadomości: 297



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #16 : Październik 22, 2015, 09:51:15 am »

Fajny pomysł na trasę, chociaż sam osobiście jechałbym jak najmniej asfaltem ale to już kwestia indywidualnych upodobań, Trzymajcie się i piszcie dalej do puki macie siły i chęci!
Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #17 : Październik 22, 2015, 11:42:53 am »

Fajny pomysł na trasę, chociaż sam osobiście jechałbym jak najmniej asfaltem ale to już kwestia indywidualnych upodobań, Trzymajcie się i piszcie dalej do puki macie siły i chęci!

Ja też preferuje leÅ›ne dukty, ale musze brać pod uwagÄ™ umiejÄ™tnoÅ›ci żony, która w terenie sobie nie radzi. Jazda polnymi i leÅ›nymi szlakami niesie za sobÄ… dużo niespodzianek i zajmuje wiÄ™cej czasu. Nie zdążylibyÅ›my wyrobić planu w zaÅ‚ożonym terminie Uśmiech

Zawsze jest pretekst, żeby to powtórzyć. Zwłaszcza, że Fredek lepiej robi w lekkim terenie.
Zapisane
iwan00
Sr. Member
****
Offline Offline

Wiadomości: 297



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #18 : Październik 22, 2015, 14:25:39 pm »

Jasna sprawa, na Litwie lecąc offem średnio wychodziła 100 mniej dziennie
Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #19 : Październik 22, 2015, 19:18:40 pm »

Jasna sprawa, na Litwie lecąc offem średnio wychodziła 100 mniej dziennie

To przez 13 dni jakieÅ› 1300 km mniej, a i tak gÅ‚ownie jechaliÅ›my, nie zwiedzaliÅ›my Uśmiech
Zapisane
tomrider
Sr. Member
****
Offline Offline

Wiadomości: 266



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #20 : Październik 22, 2015, 21:35:14 pm »

Ja czytam wszystko z przyjemnością.

Ale słodzisz

Jeżeli temat się nie podoba to nie musisz go czytać. Autor zamieszcza dane, które uważa za sensowne. Narusza regulamin? Nie, więc po co te komentarze?

Nie pisałem, że temat się nie podoba a komentuje bo od tego jest forum a że nie jestem taki słodki jak ty to trochę krytyki się pojawiło.

Nie odpowiedział na pytanie bo pewnie go nie zauważył.

Chyba kolega podróżnik transalpem z żoną na fredzie nie potrzebują adwokata ale ty uważasz inaczej).

Robienie relacji w takiej formie (zdjęcia, opisy) zajmuje tyle czasu, że człowiek może nie zauważyć odpowiedzi.


A wracając do pytania, dla mnie to jest typowe zachowanie "Polaczków", jest znak ale i tak wjadę bo i tak mnie nikt nie złapie itd. A potem lament i płacz jak trzeba wziąć odpowiedzialność na klatę...

Znak jest po to żeby budowlańcy dali odpowiednià infformację, żeby nikt tam sobie nie popsuł samochodu a nie zeby karac mandatami.
troche chyba przesadzasz z ta wrogoscia i bieda


Miejsce podejrzewam, jak każde inne. My porostu trafiliśmy na zły splot okoliczności. Ludzie których spotkaliśmy na miejscu raczej niemili i akcja z włamywaczem też nie napawa optymizmem. Spaliśmy u dość zamożnego i lokalnie poukładanego przedsiębiorcy. Następnego dnia poopowiadał nam jak wygląda życie codzienne. Że jak ktoś nie pracuje w kopalni albo elektrowni to nie ma jak związać końca z końcem. Młodzi ćpają a największą atrakcją są automaty do gry. Nasze odczucia mimo, że zawodowo wielokrotnie bywam w tym rejonie dokładnie w Turowie były negatywne i na dodatek poparte opinią 2]

Widzisz jak ładnie kiedy odpisujsz na komentarze.

Nie, nie ignoruje żadnych wpisów, tylko co mam Ci odpisać?

No na przykład to co odpisałeś.
« Ostatnia zmiana: Październik 22, 2015, 21:38:31 pm wysłane przez tomrider » Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #21 : Październik 24, 2015, 13:44:59 pm »

"PLR - POLSKA RAZEM – ADAMSLUK (HONDA TRANSALP) i KIKI (SUZUKI FREEWIND)"

Dzień 6

30.07.2015

Oj, ciężko było się podnieść. Zdecydowanie za dużo piwek. Sympatycznie się rozmawiało, a przy takich okazjach więcej się pije, bo w gardle zasycha. Nawet pakowanie zajęło nam więcej czasu niż zazwyczaj. A i tak Łukasz zostawił polar, którego mu w dalszej części podróży brakowało, ponieważ z uwago na oszczędność miejsca wzięliśmy tylko po 1 polarze.
Na śniadanie zamówiliśmy jajecznicę szefa na boczku. Dała nam siłę do dalszego podróżowania. Przed wyjazdem pamiątkowe zdjęcia i w drogę. Wyruszyliśmy dopiero o 11:00, a mieliśmy przed sobą sporo kilometrów.



Dziś udało nam się zobaczyć dokładniej zaporę w Solinie, na której umieszczono największy ekologiczny mural w Polsce. Robi wrażenie.





Potem było zielono z zakrętami …



przez drewniane mostki …



i pod górę. Na szczycie rozpościerał się przepiękny widok,





więc Łukasz stanął, abym mogła zrobić zdjęcie. Wczoraj trochę narzekałam, że za rzadko robimy zdjęcia. Niestety Łukaszowi zabrakło nogi i wyłożył się na środku drogi. Zdjęcie było jednak warte nawet tej gleby.



Przy rondzie zauważyliśmy mały stragan ze swojskim jadłem. O dziwo sprzedawcy nie było. Był to punkt samoobsługowy. Świetna sprawa. Gdybyśmy nie byli motocyklami, chętnie kupilibyśmy co nieco, np. wiejskie jajeczka i ogórki. W kufrze produkty te mogłyby jednak nieźle narozrabiać.



W Medyce Łukasz stwierdził, że kawałek pojedziemy drogą utwardzoną. W przeciwnym razie musielibyśmy nadrobić kilka ładnych kilometrów. Myślałam, że po wczorajszych strumykach nic mnie już nie zaskoczy. A jednak.
Przez kilkaset metrów nie było tak źle, były płyty betonowe, potem normalna droga polna.





Ale po chwili pojawiło się błoto. Było tak ślisko, że nie można było ustać na nogach, a co dopiero przejechać motocyklem. Łukasz dzielnie przejeżdżał przez kałużę …



lub przez gorsze odcinki przeprowadzał swój motocykl, potem wracał po Suzi, bo ja nawet nie potrafiłam utrzymać jej w pionie, a co dopiero przejechać lub przeprowadzić motocykl po takim błocku.





Byłam tak wyczerpana, że nawet nie miałam siły na złość, że droga utwardzona okazała się polną drogą pełną pułapek. Łukasz ledwo zipał, motocykle przegrzane, koła posklejane, pot lał się z nas strumieniami, a w oddali widniała ukraińska wieżyczka strażnicza. Chciałam ściągnąć nasze odblaskowe kamizelki, aby trudniej było w nas trafić, gdyby doszło do jakiejś nieprzewidywanej sytuacji. Jednak Łukasz wystawił je na widoku, aby wiedzieli, że się nie chowamy. Na jednej z przepraw rzucaliśmy gałęzie na kałuże, ściągnęliśmy kurtki, kaski i kufry. Musieliśmy pokonać także odcinek gruzu z ceramiką. Cud, że nie pocięliśmy opon. Suzi leżała raz, a trampek ani razu. Był cięższy, ale dzięki temu poręczniejszy. Mogłam chwycić za stelaże i pomóc Łukaszowi. Żałuję, że nie postawiliśmy Łukasza kasku z kamerką na ziemi, aby uwieczniła nasze zmagania, ale w chwili zdarzenia nie było nam do śmiechu i nawet o tym nie pomyśleliśmy.







Po przeprawie spotkaliśmy rowerzystę z łopatą, który jechał robić drogę. Pocieszył nas, że dalej jest szuter, a potem asfalt. Łukasz znów całował asfalt, byliśmy wykończeni.  Kilometrowy odcinek zajął nam 2 godziny. Koniec dróg "utwardzonych". Z asfaltu nie zjeżdżamy.



Łukaszowi złość i zmęczenie jednak szybko minęły i po chwili usłyszałam: "to tylko 100 metrów. Jedziemy?". Po 200 metrach okazało się, że mamy do wyboru drogę polną lub przez byłe PGR-y. Nie miałam ochoty ani na jedno, ani na drugie. Zawróciliśmy.



Jechaliśmy koło przepięknych pól słoneczników...



trzęsawisk. Piękne widoki. Po drodze Łukasz pokazał mi jedyną w Polsce linię energetyczną o mocy 750 kV biegnącą z Polski na Ukrainę. Jest niestety nieczynna, ponieważ system elektroenergetyczny Ukrainy nie jest przystosowany do systemu elektroenergetycznego UE.



W Horyńcu Zdrój stanęliśmy na obiad. Tym razem padło na pizzę. Dobry wybór. Podczas jedzenia przeglądaliśmy mapę, aby się upewnić, czy mamy jechać dalej. W tej miejscowości było dużo turystów, więc i z noclegiem nie powinno być problemu. A jadąc bokami nie widzieliśmy zbyt wiele agroturystyk. W pewnej chwili miejscowy ze stolika obok zapytał, czy może nam pomóc. Spytaliśmy o możliwość noclegu w okolicy, ale informacje nie były zbyt pomocne. Mężczyzna opowiedział nam ciekawą, lecz smutną dla siebie historię. Jakiś czas temu wygrał 800-krotność swoich pensji. Wszystko stracił wskutek uzależnienia od hazardu - jednorękich bandytów.
Kolejnym uprzejmym człowiekiem, którego tego dnia spotkaliśmy to pracownik, a być może i właściciel stacji benzynowej, który widząc jak jesteśmy obłoceni zaproponował, abyśmy umyli spodnie i buty z tyłu budynku. Był tam kran i szczotka. Miło z jego strony. Nam to już nie robiło różnicy, ale głupio byłoby tak wejść do czyjegoś domu, sklepu, czy restauracji.



Ostatecznie w Narolu zdecydowaliśmy się na szukanie noclegu. W sklepie spożywczym Łukasz spotkał panią z gminnego ośrodka kultury, która powiedziała, że w ośrodku ma wykaz agroturystyk. Pojechaliśmy za nią. Łukasz dość długo nie wracał, ja wsłuchiwałam się w próbę miejscowego chóru. Okazało się, że rejon jest dość atrakcyjny turystycznie i Łukasz wyszedł z ośrodka z naręczem ulotek informacyjnych. Najważniejsze było jednak to, że udało nam się znaleźć nocleg w Bieniaszówce. Bardzo fajne miejsce, lecz kiepsko oznaczone. Dojazd tylko dla wtajemniczonych.



Było też specjalne miejsce dla motocykli …



i mieliśmy do dyspozycji kuchnię



oraz fajny pokój, gdzie w spokoju mogłam spisywać – jak co wieczór – relację z podróży





https://www.youtube.com/watch?v=_tIQX4umMPE

Dystans: 225 km
Śniadanie: 20 zł
Obiad: 23 zł
Kolacja: 15 zł
Nocleg: 30 zł/os.

C.D.N.
« Ostatnia zmiana: Październik 24, 2015, 17:55:36 pm wysłane przez adamsluk » Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #22 : Październik 26, 2015, 21:14:27 pm »

"PLR - POLSKA RAZEM – ADAMSLUK (HONDA TRANSALP) i KIKI (SUZUKI FREEWIND)"

Dzień 7

31.07.2015

Dziś zdecydowanie łatwiej się wstawało. Byliśmy wypoczęci i wyspani. Do drogi przygotowaliśmy się w godzinę. Mieliśmy do pokonania 350 km, ale to nie aż tak dużo biorąc pod uwagę fakt, że nocleg mieliśmy załatwiony u przyjaciółki Kasi. Jechaliśmy głównymi drogami, kilometry ginęły w oczach. Łukasz za każdym razem, gdy GPS kazał zbaczać z asfaltu, ignorował jego sugestie. Wczorajsza przygoda dała nam nauczkę.
Po drodze Łukasz pokazał mi Barszcz Sosnowskiego. Podobno w mediach często ostrzegali przed tą rośliną. Po jej dotknięciu na skórze powstają pęcherze, ale nie tak jak w przypadku pokrzywy od razu, lecz na drugi, trzeci dzień. Roślina jest niebezpieczna szczególnie w upały, gdy na skórze pojawia się pot, a pory są rozszerzone. Ponieważ nic na ten temat nie słyszałam, to ku przestrodze …



Początkowo droga była dość prosta i nudna.



Od Witkowa trasa prowadziła drogą wojewódzką nr 844. Co ciekawe GPS nie widział żadnej drogi bliżej granicy, a tradycyjna mapa tak. Zawróciliśmy i pojechaliśmy w kierunku Dołhobyczowa. Droga, którą jechaliśmy, była w o wiele lepszym stanie niż niejedna droga wojewódzka. Prowadził tam transgraniczny szlak turystyczny.





Zaraz za Kryłowem Łukasz zboczył kilkanaście metrów z trasy, aby dotrzeć do słupka granicznego. Uśmiech z twarzy nie schodził mu jeszcze przez kilka godzin.





Po chwili zobaczyliśmy wieżę widokową. Nie trzeba było płacić za parking, a to rzadkość. Wdrapaliśmy się na samą górę wieży, z której był przepiękny widok. Nawet lunety nie były na monety. Takie rzeczy zdarzają się chyba tylko na wschodzie.





W Hrubieszowie stanęliśmy, aby zatankować nasze osiołki. A tam kolejna miła niespodzianka. Ja poszłam po tradycyjną kawę i hot-dogi. Na drogach, po których się poruszaliśmy, ciężko było znaleźć nawet bar. A do Łukasza podjechał busem Miras 221 (nie wiem jak się pisze ten nick), który jeździ Super Tenerą. Widział nasze brudne motocykle i nasze rejestracje. Widział, że jesteśmy z daleka i zaproponował, abyśmy podjechali do niego do domu, wykąpali się i najedli. To było naprawdę miłe. Niestety była dopiero 11 rano, więc nie skorzystaliśmy z zaproszenia, ponieważ mieliśmy jeszcze sporo kilometrów do pokonania, a Serpelice czekały. W Zosinie przejeżdżaliśmy koło przejścia granicznego, na którym kolejka była dość duża.



Przez cały dzień natrafialiśmy na straż graniczną. Jeździli nie tylko na kładach lub KTM-ach ale i na Hondach xl 125 na czarnych rejestracjach. Pewnie mają dużo roboty. Tereny tu nie są zbyt spokojne. Niektórzy z pograniczników odpowiadali na pozdrowienie.



Mieliśmy także przepiękny widok na Bug,



na stado pasących się koni …



oraz na białoruski słupek graniczny.



Podczas jazdy zaatakowaÅ‚y mnie dwie osy . Obie zaplÄ…taÅ‚y siÄ™ w kominiarkÄ™. Także w tej sytuacji patent Szparaga zdaÅ‚ egzamin. MogÅ‚am sama próbować strzepnąć osy, ale to mogÅ‚oby siÄ™ źle skoÅ„czyć. Zamiast tego zatrzymaÅ‚am siÄ™ i zgasiÅ‚am Å›wiatÅ‚a. Łukasz natychmiast stanÄ…Å‚ i pomógÅ‚ mi pozbyć siÄ™ os. NastÄ™pnego dnia zamontowaÅ‚ mi deflektor, aby osy uderzaÅ‚y w kask, a nie w szyjÄ™. 
W Słowatczycy nasz wzrok przykuły złote kopuły. Zatrzymaliśmy się w cerkwi. W cerkwi zastaliśmy popa i kobiety z zakrytymi włosami. Nie do końca wiedzieliśmy jak się zachować. Ja zakryłam włosy kominiarką motocyklową.





W Janowie Podlaskim chcieliśmy zrobić zakupy, ponieważ na drodze aż do Serpelic nie było żadnego większego sklepu. Przed sklepem w Janowie poznaliśmy małżeństwo, które na rowerach zwiedzało okolicę. Codziennie robili około 60 km. Polecili nam kilka miejsc, które warto zwiedzić. Byliśmy dla nich pełni podziwu. Pod sklepem spotkaliśmy także Niemców, którzy podróżowali wypasioną terenówką: Mercedesem Sprinterem …... Na dachu kanistry z paliwem, z tyłu miejsce do spania. Fajny sposób podróżowania. Ponieważ jechali w kierunku morza, przez następne dni kilka razy ich mijaliśmy.
Po zakupach udaliśmy się do oddalonych o 20 km Serpelic. Łukasz był tam 10 lat temu na kolonii jako wychowawca i zapamiętał to miejsce, jako piękny koniec świata. Rzeczywiście, większość domów to tradycyjne wschodnie drewniane domki.



Jest tam też przedszkole, szkoła podstawowa, ochotnicza straż pożarna i kilka ośrodków wypoczynkowych. To bardzo piękne miejsce.
Do Serpelic dojechaliśmy trochę wcześniej niż zazwyczaj. Już o siedemnastej byliśmy rozpakowani i dzierżyliśmy w ręku napój bogów. Dziś możemy zaszaleć, jutro mamy dzień przerwy. Przejechaliśmy pół Polski, więc należy się nam odpoczynek. Altanę, w której sączyliśmy zimne orzeźwiające piwko wykonał Paweł. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Potem okazało się, że nie tylko altana wyszła spod jego ręki, ale sam też wykonał wszystkie meble w domu. Niejeden salon meblowy może się schować.
Wieczorem z całą rodziną zjedliśmy obiad przy rodzinnym stole. Tak sobie wyobrażam polską wieś. Dobre jedzenie, gwar wielu osób, ciekawe rozmowy. Nawet była ciocia z Ameryki. Niesamowita atmosfera. Są to ludzie gościnni, otwarci, wszechstronnie uzdolnieni, zaradni życiowo. Na zachodzie takiej gościnności już się chyba nie uświadczy.
Po obiedzie czekała nas impreza niespodzianka dla pięcioletnich sióstr bliźniaczek Kasi. Kasia z bratową upiekły pyszne kolorowe torty. Było mnóstwo balonów, serpentyn i radości z prezentów.
Ponieważ było już późno i bliźniaczki poszły spać, impreza przeniosła się na piętro do brata Kasi i jego żony Basi. Nie wspomniałam wcześniej, że mają także uroczą 5-miesięczną córeczkę. Mogłam poprzytulać się do maleństwa i na chwilę przestać tęsknić za Jagodą.



https://www.youtube.com/watch?v=OY2KZ49kLNw

Dystans: 343 km
Śniadanie: 10 zł
Obiad/kolacja: u przyjaciół
Nocleg: u przyjaciół


C.D.N.
Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #23 : Październik 29, 2015, 17:28:36 pm »

"PLR - POLSKA RAZEM – ADAMSLUK (HONDA TRANSALP) i KIKI (SUZUKI FREEWIND)"

Dzień 8

01.08.2015

Jak dobrze, że nie musieliśmy jechać dalej. Po pysznym śniadanku dzień zaczął się toczyć leniwie ale ciekawie.





Dzisiaj jedynym celem był przejazd do stadniny koni w Janowie Podlaskim. Miałam nadzieję, że uda mi się pojeździć na jakimś Arabie. Niestety obie instruktorki były na urlopie, więc jazdy konnej nie było. Może i lepiej? Koń to koń. Gdybym spadła, to kto by zabrał Suzi do domu. A to przecież dopiero połowa drogi.





W Janowie jest też cmentarz dla koni. Za nagrobki służą wielkie kamienie.



Z konia nie spadłam, ale z Suzi i owszem. Nogi zabrakło pod sklepem i wywaliłam się przed nim jak długa.
Droga z Janowa do Serpelic nie była monotonna.





A po drodze zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym.





Ujrzeliśmy przepiękny przełom rzeki Bug.



Chatki też były niczego sobie.





Po powrocie zjedliśmy pyszną domową zupę pomidorową i każdy zajął się swoimi sprawami. Trudno to wyrazić słowami, ale było cudownie. Panował wspaniały rozgardiasz. Łukasz przeszkadzał w stolarni i w chlewie. Uczył się jeździć traktorem, pomagał przeciągać kable. Ja rozkoszowałam się piękną pogodą i lepiłam z bliźniaczkami ślimaki i kotki z plasteliny.
Potem zaczęły się przygotowania do grilla: karkówka, kiełbasy, kaszanki, chlebek z masłem czosnkowym i serem według receptury mojego teścia. Pychotka.



Wieczór był przecudowny. Aż szkoda, że następnego dnia trzeba było jechać dalej.

https://www.youtube.com/watch?v=OE8EDS17n7U


Dystans: 46 km
Śniadanie: u przyjaciół
Obiad/kolacja: u przyjaciół
Nocleg: u przyjaciół

C.D.N
Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #24 : Październik 31, 2015, 12:44:25 pm »

"PLR - POLSKA RAZEM – ADAMSLUK (HONDA TRANSALP) i KIKI (SUZUKI FREEWIND)"

Dzień 9

02.08.2015

W drogę wyruszyliśmy dopiero o godz. 11. Ale to nic. Nie mieliśmy załatwionego noclegu, nie było więc punktu docelowego. Zapowiadał się gorący dzień. Aż żal było wyjeżdżać. Na pewno wrócimy do Serpelic. To miejsce i tutejsi ludzie nas urzekli.
Ruszyliśmy na prom do Niemirowa. Niestety poziom wody był zbyt niski i prom nie kursował.



Musieliśmy wrócić i jechać do następnej przeprawy promowej. Oznaczało to 20 km więcej w stosunku do pierwotnie zaplanowanej trasy, ale to nic. Przynajmniej jechaliśmy w cieniu.
W drodze na prom na jezdni był odcinek z piasku o szerokości przynajmniej 5 metrów. Motocyklem rzuciło raz w lewo, raz w prawo. Dobrze, że się nie wyłożyliśmy.
W Mielniku przeprawiliśmy się mini-promem na drugą stronę rzeki Bug.



Mieściły się tam 2 samochody, a nasze motocykle stały częściowo na rampie zjazdowej. Obawialiśmy się, że będziemy musieli je wyławiać z rzeki.



Prom byÅ‚ na tyle maÅ‚y, że 2 mężczyzn rÄ™cznie przeciÄ…gaÅ‚o prom - jeden w jednÄ… stronÄ™, drugi w drugÄ…. I to w peÅ‚nym sÅ‚oÅ„cu. Nie potrzebowali siÅ‚owni. 
Po drodze mijaliśmy piękne cerkwie ….





… drewniane domy, obok których wybudowano Biedronkę. Dość ciekawie zestawienie.



Po drodze widzieliśmy także ogromne zbiorniki rezerwowe ropy naftowej. Kilkanaście m3 w każdym zbiorniku. A było ich sporo. Cały teren jest otoczony siatką z drutem kolczastym i czujnikami światłowodowymi. Robiło to wrażenie. Widać, że jest to dobrze chroniony obiekt strategiczny.
Na stacji benzynowej w miejscowości Czeremcha-Wieś podjechał do nas na DR-ce pasjonat jazdy offem. Łukasz pogadał z nim na temat mojej nieszczelnej Suzi. Znów straciła trochę oleju. Stwierdzili jednak, że ten typ tak ma i nic jej nie będzie. I nie pomylili się. Nic jej się nie stało.
Jadąc na Kruszyniany – miejsce to, w którym znajduje się najstarczy w Polsce meczet, poleciła nam para rowerzystów, którą spotkaliśmy w Janowie Podlaskim – GPS zwariował. Zamiast pokazać nam trasę do Kruszynian w prawo na Bobrowniki, pokazał drogę w lewo na Białystok. Z 40 km zrobiło się 100 km do celu. Łukasz zorientował się jednak zbyt późno i nie było sensu wracać.
Trochę to trwało, ale w końcu udało nam się dotrzeć do meczetu.





Wstęp płatny, ale całe szczęście nie dużo. 5 zł. Warto było wejść nie tyle dla samego meczetu, co dla przewodnika Tatara, który opowiedział nam historię tego miejsca, o tym, skąd wzięli się Tatarzy w tym regionie, o filarach islamu i o zwyczajach muzułmańskich. Opowiadał bardzo ciekawie, ale nie wytrzymałam w meczecie zbyt długo, ponieważ byłam w ciuchach motocyklowych i było mi gorąco. To właśnie dlatego nie lubimy zwiedzać jeżdżąc motocyklem.





Na obiad pojechaliśmy do restauracji polecanej przez panią sprzedającą bilety w meczecie. Do Tatarskiej Jurty, którą prowadzi Tatarka. Jedzenie było smaczne, ale jak dla mnie porcje były trochę małe. Przy restauracji stała tatarska jurta oraz stajnia z konikami.





Trzeba będzie wrócić w te regiony. Na podstawie informacji zawartych na podkładce jest tutaj co zwiedzać. Chętnie spróbuję także tatarskiego jedzenia w innych okolicznych restauracjach.



Z Krynek mogliśmy jechać do celu cały czas drogami wojewódzkimi, ale Łukasz w domu zaplanował bardziej wymagającą trasę. Asfalt się skończył, zaczęła się kostka brukowa …



… potem był szuter. Zdziwiło mnie, że w kilku wioskach domy były ustawione prostopadle do drogi. U nas w Wielkopolsce domy na wsi stoją równolegle do drogi. A to taka oszczędność miejsca.



Droga szutrowa szybko się skończyła i zaczęła się droga polna. Ponieważ w oddali był widoczny białoruski słupek graniczny i było gorąco, zrezygnowaliśmy z wycieczki polnymi drogami i wróciliśmy na asfalt.



Nocleg znaleźliśmy w Jasionówce koło Dąbrowy Białostockiej u Sołtysa. Ponieważ nie było tam sklepu, musieliśmy wrócić do miasta. Przy wejściu do Biedronki sprzedawca powiedział, że niestety już zamykają. Ja potulnie wróciłam do motocykli, Łukasz natomiast był tak zdesperowany i zmęczony, że wybłagał, abym mogła zrobić błyskawiczne zakupy. Standardowy zestaw, tylko o kawie na rano zapomniałam. Z zakupami wróciliśmy do Jasionówki. Do dyspozycji mieliśmy cały domek.









Tradycyjny wschodni drewniany domek z kominkiem i z ceramicznym piecem. W domku panował przyjemny chłód. Klimatyczne miejsce.







https://www.youtube.com/watch?v=mc9ZWIePEEE

Dystans: 348 km
Śniadanie: u przyjaciół
Obiad: 55 zł
Kolacja: 15 zł
Nocleg: 35 zł/ os.

C.D.N.
Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #25 : Listopad 05, 2015, 20:08:45 pm »

"PLR - POLSKA RAZEM – ADAMSLUK (HONDA TRANSALP) i KIKI (SUZUKI FREEWIND)"

Dzień 10

03.08.2015

Dobrze nam się spało. W domu było trochę chłodno, ale nie zmarzliśmy, ponieważ gospodarz dał nam koce. Rano poczęstował nas kawą, ponieważ jak już wspomniałam wcześniej, w ferworze błyskawicznych zakupów zapomniałam jej kupić. Tego dnia wcześnie ruszyliśmy w drogę, ponieważ zapowiadał się upalny dzień. Baliśmy się, że trzeba będzie zrobić przymusową przerwę w trakcie dnia.
Dzień znowu zaczął się od podziwiania architektury wschodu,



i jazdÄ… po Å‚aciatych drogach.



Potem trasa prowadziła przez piękny las. Było przyjemnie chłodno i sporo zakrętów. Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Zapowiadał się ciekawy dzień.



Rozpoczęliśmy podróż przez Mazury. Byliśmy tu dwa, czy trzy lata temu na zlocie trampkowym i stąd wiedzieliśmy, ze trasy tu są bardzo malownicze. Na pewno wrócimy na Mazury, aby zwiedzić ten region na wodzie i na lądzie. W Gorczycy stanęliśmy na śluzie.



Tutaj spotkaliśmy rodzinę rowerzystów. Rodzice z trójką dzieci i mnóstwem tobołków. Dwoje dzieci jechało na własnych rowerach, trzecie w przyczepce. Spali na polach namiotowych i zachwalali ten sposób spędzania wolnego czasu. Szczególnie to, że dzieci wieczorem szybko „padały”. Oprócz małej w przyczepce. Tą roznosiła wieczorem energia. Podziwialiśmy ich, że w taki upał nie dawali za wygraną.
W Krejwanach trochę zboczyliśmy z trasy, aby dojechać do litewskiego słupka. Droga była przepiękna, choć coraz węższa.





Aż w końcu skończył się asfalt.



Ale warto byÅ‚o, ponieważ dojechaliÅ›my aż do samego sÅ‚upka litewskiego. Dobrze, że Litwa jest w Unii Europejskiej, bo coÅ› mi siÄ™ wydaje, że byliÅ›my w pasie przygranicznym, a może  nawet przekroczyliÅ›my granicÄ™.





Po pamiątkowym zdjęciu przy słupku zaczęliśmy wypatrywać miejsca, gdzie można byłoby się napić kawy. Niestety znowu jechaliśmy trasami, na których nie było możliwości zatrzymania się na kawie.







W końcu w Wiżejnych zrobiliśmy postój przy sklepie spożywczym. Przy wejściu był wystawiony parasol, który dawał zbawienny cień. Ponieważ mieliśmy swoje kubeczki poszłam do sklepu, kupiłam kawę 3 w 1 i poprosiłam sprzedawczynię o wrzątek. Kawa była za gorąca, więc wrzuciliśmy do niej lody waniliowe i wyszła przepyszna trochę mrożona kawa.



Po przerwie nie ujechaliśmy zbyt daleko. Gdy dojechaliśmy do Trójstyku – Polski, Litwy i Obwodu Kaliningradzkiego zrobiliśmy następny postój. Niestety tutaj nie spotkaliśmy żadnego włóczęgi grającego na flecie, ale Łukasz spełnił swoje marzenie. Był w Rosji. Co prawda nie do końca legalnie, bo na tablicy informacyjnej był widoczny zakaz wkraczania na terytorium Rosji, ale powiedzmy, że zakaz ujrzeliśmy dopiero po fakcie.





Jechaliśmy bardzo blisko granicy państwa.



Po drodze bardzo nam się spodobała pewne droga polna, ale nie wjechaliśmy na nią, ponieważ w oddali widniał znak: zakaz wjazdu. Granica państwa. Droga asfaltowa prowadziła wzdłuż granicy i nie trzeba było zawracać. Motocyklem nie odważylibyśmy się wjechać na terytorium Rosji. To mogłoby się źle skończyć.



Ponieważ kończyło nam się paliwo, Łukasz nastawił na GPS-ie komendę: prowadź do najbliższej stacji benzynowej. Miała być w Gołdapie, gdzie zaczęliśmy kluczyć. Być może kiedyś była tu stacja benzynowa, ale teraz jej nie ma. W końcu udało nam się znaleźć Orlen.
Po przerwie GPS prowadził nas dość alternatywnymi drogami. Przez 20 km bruk



a potem sześciokątna kostka betonowa przez kolejne 15 km. Nieźle nas wytrzęsło.





Warto było jednak jechać tą drogą, ponieważ przez jakiś czas nad naszymi głowami krążył jakiś drapieżny ptak, a potem z pola zerwało się stado bocianów. Piękny widok. W końcu udało nam się dotrzeć do Węgorzewa. Już tam kiedyś byliśmy – na zlocie. Zamiast szukać restauracji, Łukasz pojechał dalej, a ja byłam już głodna. Całe szczęście, że po chwili w Leśniewie za zakrętem wyłoniła się smażalnia ryb.
Jedzenie było smaczne, lecz jak dla mnie znowu za mało ziemniaków i surówki. W przypadku ryb to wiadomo, ile zamówisz, tyle dostaniesz i za tyle zapłacisz. Jak się później okazało, cena za 100 g rybki była wyższa od cen nad morzem.
Po obiedzie jeszcze trudniej było wsiąść na motocykl. Ale trzeba było jechać dalej. Za cel postawiliśmy sobie Bartoszyce. Do Bartoszyc dojechaliśmy jednak na tyle wcześnie, że zdecydowaliśmy się jechać dalej. Po kilkunastu kilometrach zaczęliśmy rozglądać się za noclegiem. Niestety z drogi nic nie zauważyliśmy. Być może okolice były za mało atrakcyjne pod kątem turystycznym.
W końcu dojechaliśmy do Braniewa. Ponieważ miałam dość dalszej jazdy, poszłam na tradycyjne zakupy do Biedronki, a Łukasz w Internecie szukał noclegu. Okazało się, że nie było to takie proste. Wszystko pozajmowane, a jak wolne to ceny zaczynały się od 50 zł od osoby. Nawet z własnym śpiworem. Tego się nie spodziewaliśmy. Przejechaliśmy już 3/4 Polski i wszędzie – poza Bogatynią - znajdowaliśmy nocleg za 30/35 zł. A tu taki klops.
Postanowiliśmy jechać dalej i szukać noclegu po drodze do Fromborka. W tym regionie było zdecydowanie więcej pokoi do wynajęcia, ale ceny nie zachęcały. Skończyło się na polu namiotowym. W końcu wieźliśmy ze sobą namiot. Co prawda była już godzina 21:00, a nie wystarczyło tylko się rozpakować. Trzeba było jeszcze rozbić namiot. Ale oszczędziliśmy 70 zł, więc warto było się trochę pomęczyć (nocleg za 2 osoby kosztował nas 30 PLN).





Na polu namiotowym spotkaliśmy Niemca podróżującego Yamahą TDM z Drezna do Kaliningradu. Po wspólnej kolacji przy świetle czołówek udaliśmy się do naszych namiotów. Nagle ciszę nocną przerwał warkot silnika. Łukasz od razu poznał, że to Afryka i stwierdził, ze trzeba podróżnego wesprzeć na duchu. Rzeczywiście miał rację, przyjechał Jaro 5000 z afrykańskiego forum. Wypiliśmy piwko, pogadaliśmy i w końcu poszliśmy spać.



https://www.youtube.com/watch?v=zxfSy7cJnv4

Dystans: 415 km
Śniadanie: 15 zł
Obiad: 50 zł
kolacja: 15 zł
Nocleg: 15 zł/ os.

C.D.N.
Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #26 : Listopad 11, 2015, 15:41:10 pm »

"PLR - POLSKA RAZEM – ADAMSLUK (HONDA TRANSALP) i KIKI (SUZUKI FREEWIND)"

Dzień 11

04.08.2015

Pole namiotowe zaczęło się budzić do życia już o 7 rano. Gdy wyjrzeliśmy z namiotów, prawie wszyscy jedli śniadanie lub zaczęli już pakowanie. Wydaje się, że pole namiotowe we Fromborku jest dla większości gości przystankiem w podróży na jedną noc.



Wieczorem widoczny na zdjęciu trawnik był pełen namiotów. Mimo wielu gości bar na polu namiotowym miał dość słabą ofertę. Podobno na śniadanie można było dostać wrzątek. Ponieważ mieliśmy jak zwykle nadmiar jedzenia z Biedronki, podzieliliśmy się śniadaniem z nowo poznanymi motocyklistami. Po śniadaniu czekało nas pakowanie. Tym razem trzeba było zwinąć namiot, materace, śpiwory. Zajęło nam to o wiele więcej czasu niż się spodziewaliśmy. Motocykle przeprowadziliśmy w cień, na słońcu nie dało się wytrzymać. W końcu o godz. 11 według mojego czasu (wieczorem okazało się, że telefon przestawił się na czas litewski – 1 godzina do przodu) udało się nam wyruszyć.
Ranek był bardzo ciekawy. Jechaliśmy wzdłuż kanału Elbląskiego i Mierzei Wiślanej. Piękna trasa.



Jechaliśmy także przez ruchomy most, gdzie był nakaz jazdy zygzakiem. Śmiesznie to wyglądało, gdy samochód przed nami jechał jak pijany.



Było też sporo zwodzonych mostów.





Niestety sama droga do Krynicy Morskiej i Piasków okazała się mniej ciekawa, ze względu na sznur samochodów zmierzających w tym samym kierunku. Ciągłe wyprzedzanie, a jezdnia w niektórych miejscach w fatalnym stanie.





W Piaskach Łukasz zarzÄ…dziÅ‚ przerwÄ™ naprzeciwko stoiska z goframi. MiaÅ‚a być kawa, ale co tam, gofra też zjadÅ‚am z przyjemnoÅ›ciÄ…. Dawno nie jadÅ‚am tak dobrego gofra. Przede wszystkim byÅ‚ posypany Å›wieżymi truskawkami, jagodami i brzoskwiniami. Gofr dodaÅ‚ nam siÅ‚y na dalszÄ… drogÄ™. 



Nawet dziki przyszły powęszyć, ale nic nie dostały. Za dobre było.



Droga powrotna z Mierzei Wiślanej minęła szybciej. Nie było tyle samochodów do wyprzedzania. Gdyby nie te samochody byłoby całkiem przyjemnie, bo było trochę zakrętów i jechaliśmy przez las.
Do Gdańska dostaliśmy się promem, którym już kiedyś płynęliśmy. Drogę tę pokazali nam znajomi trampkarze z wybrzeża, do których się podczepiliśmy, gdy ze zlotu w Kalu wracaliśmy do domu dość okrężną drogą. Powrót z nimi to była czysta przyjemność.







W Gdańsku zamiast trzymać się obwodnicy, skusiliśmy się na trasę bliżej morza. Łukasz nawet zjechał do centrum na przerwę.



Przystanek był dość przyjemny, ….



… ale po przerwie. Droga przez Trójmiasto to była istną tragedią. 30 stopniowy upał, korki i non stop światła.







Po wydostaniu się z tego piekiełka pojechaliśmy do Władysławowa. We Władysławowie Łukasz zatrzymał się i zapytał mnie, czy na pewno chcemy jechać na Hel. Ponieważ nigdy tam nie byłam, a teoretycznie był to cel naszej podróży na ten dzień, to obstawałam przy pierwotnym planie. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że jednak pojedziemy. Poza miejscowościami droga na Hel była urokliwa, ponieważ nie było dużo samochodów. Gorzej było natomiast przy wjeździe do każdej miejscowości.







Na Helu dojechaliśmy do samego portu.





Była tam ciekawa hipsterska restauracja w autobusie, ale po drodze widziałam dobrze wyglądającą smażalnię ryb „Błękitny Gryf“ w Jastarni. A rybkami jeszcze się nie przejedliśmy. Był to dobry wybór. Dorsz był co prawda mrożony, bo był zakaz połowu, ale i tak pychotka. A dodatkowo nie było tak drogo. 6 zł za 100 gr, spora ilość frytek, za ketchup nie trzeba było ekstra płacić.
Zaraz za Jastarnią dziękowałam, że zjedliśmy obiad i miałam siłę na to, co nas czekało. Kilku a nawet kilkunastokilometrowy korek. Biedni kierowcy samochodów osobowych czekali, a my przejeżdżaliśmy boczkiem boczkiem. Chyba złamaliśmy wszystkie możliwe przepisy – jazda pod prąd, przekraczanie podwójnej ciągłej, wymijanie wysepek z niewłaściwej strony. Nie pochwalamy takiej jazdy, ale naprawdę nie dało się inaczej. Suzi i tak miała ponad 110 stopni na termometrze wskazującym temperaturę oleju. Niektórzy kierowcy byli tak uprzejmi, że zjeżdżali robiąc nam miejsce, inni wręcz przeciwnie mieli wypisanie na twarzy: skoro ja nie mogę, to ty też nigdzie nie pojedziesz.
Ponieważ byliśmy zmęczeni upałem i jeżdżeniem przez cały dzień w korkach, stwierdziliśmy, że poszukamy noclegu już w Jastrzębiej Górze. Nie była to dobra decyzja. Nigdy w życiu nie widziałam takiego tłumu. Nawet podczas koncertu. Czym prędzej uciekliśmy stamtąd.
Szukaliśmy dalej. Byle do następnej miejscowości. A tam nadal nic wolnego. Z drogi zadzwoniłam do znajomego w Słajszewie, który prowadzi agroturystykę i ma naprawdę dużo miejsc noclegowych, ale okazało się, że nawet on nie miał nic wolnego. Tego dnia odebrał około 100 telefonów. Powiedział nam, że od kilku dni jest szał, i że nie pamięta takiego sezonu.

Trzeba było szukać dalej. Po ujrzeniu znaku „wolne pokoje” zdecydowaliśmy się zjechać z trasy. Dojechaliśmy do odrestaurowanego dworku, gdzie na szczęście były wolne miejsca. Co prawda nie w dworku, a w budynku obok.



Pokoje te pamiętały czasy PRLu, ale najważniejsze, że nie padało na głowę. Ponieważ nie było tam piwa, pojechaliśmy jeszcze do sklepu. Tam spotkaliśmy parę podróżującą Rometem 125. Przyjechali z Sosnowca.



Okazało się, że śpią w tym samym dworku. Wieczorem przy piwku okazało się również, że są prawdziwymi pasjonatami. Rometem byli nawet w Alpach. Świetny przykład na to, że dla chcącego nic trudnego.



https://www.youtube.com/watch?v=AgRvGNgbsmk

Dystans: 383 km
Śniadanie: 15 zł
Obiad: 45 zł
kolacja: 15 zł
Nocleg: 45 zł/ os.+ 3 zł klimatyczne

C.D.N.
Zapisane
wesolyromek
Full Member
***
Offline Offline

Wiadomości: 148

Wesolyromek


Zobacz profil Email
« Odpowiedz #27 : Listopad 16, 2015, 21:47:52 pm »

bardzo "smacznie" siÄ™ to czyta...
pozdro
Zapisane

Motocykl jest jak wódka.
poniżej 0,5l nie warto siadać Mrugnięcie
iwan00
Sr. Member
****
Offline Offline

Wiadomości: 297



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #28 : Listopad 17, 2015, 16:16:28 pm »

A widzicie, trzeba byÅ‚o przed wyjazdem szukać noclegów po forum, w okolicach 3miasta szybko by siÄ™ coÅ› znalazÅ‚o "po znajomoÅ›ci" Uśmiech

pozdr!
Zapisane
adamsluk
Freewind Newbie
*
Offline Offline

Wiadomości: 24


Zobacz profil
« Odpowiedz #29 : Listopad 17, 2015, 18:49:18 pm »

A widzicie, trzeba byÅ‚o przed wyjazdem szukać noclegów po forum, w okolicach 3miasta szybko by siÄ™ coÅ› znalazÅ‚o "po znajomoÅ›ci" Uśmiech

pozdr!

Dzięki!!

Polak mÄ…dry po szkodzie Mrugnięcie
Zapisane
Strony: 1 [2] 3
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Działa na MySQL Działa na PHP Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines | Sitemap Prawidłowy XHTML 1.0! Prawidłowy CSS!